|
[The story "A Family of Wolves" is available in English. This Polish version was translated by Polish wolf enthusiast Maiea Sobiecka.]
UWAGA
Tekst zapozyczony za zgoda Cathy Curby, biologa z Alaski, ze strony Arctic Refuge. Zarowno ponizszy tekst jak jego angielski oryginal dostepny pod adresem http nie moga byc - zgodnie z prawem autorskim - wykorzystane ani w calosci, ani w postaci cytatow dla korzysci osobistych osoby prywatnej czy instytucji bez wyrazenia zgody autora.
Arktyczna Ostoja: Wilcza opowiesc
Wilcza rodzina
Dzien Dobry. Nazywam sie Cathy Curby, jestem biologiem zajmujacym sie
przyroda i pracuje dla Fish and Wildlife Service w Arctic National Wildlife
Refuge w polnocno-wschodniej Alasce (dla Rzadowej Agencji Kontroli Zasobow
Ryb i Przyrody Ozywionej przy Rezerwacie Przyrody Arktyki w
polnocno-wschodniej Alasce).
Zazwyczaj gdy myslimy o badaniach przyrody, mamy na mysli analize
wedrowek losi lub rozklad roslinnosci, ale ja zajmuje sie inna dziedzina
wiedzy. Ja obserwuje zwierzeta w ich naturalnym, niezakloconym srodowisku
po to, by dowiedziec sie, jak zwierzeta spedzaja czas i jak zachowuja sie
wobec siebie. Juz setki godzin spedzilam na obserwowaniu przemarszy karibu,
pasienia sie dzikich owiec i snu wilkow. Czasem miewalam szczescie i na
ulamek chwili udawalo mi sie podejrzec przeblysk prawdziwego zycia dzikich
zwierzat. Opowiesc, ktora chcialam sie dzis z wami podzielic, to wlasnie
opis takiej chwili. Jest to prawdziwa historia, a zaobserwowalam ja w
Rezerwacie Arktyki w czasie pracy w ramach projektu poswieconego wilkom w
ich Arktycznej Ostoi. Podobnie jak wiekszosc prac prowadzonych w ramach
Kontroli Zasobow Ryb i Przyrody Ozywionej, tak i ta opierala sie na
wspolpracy miedzy Straznikami, Straznikami Parku Narodowego oraz
Uniwersytetem w Fairbanks (na Alasce).
Tego lata w trojke obserwowalismy stado wilkow. Biwakowalismy opodal
rzeki, jakies 2 mile (niecale 3 km) od wilczej nory, zmienialismy sie co 6 godin,
obserwowalismy zwierzeta z niewielkiego namiotu, rozbitego 3/4 mili od nory.
Uzywalismy teleskopu na trojnogu, by uwidocznic wilki, a obserwacje
zapisywalismy w notatnikach.
Tego lata wilcze stado skladalo sie z 8 doroslych i czworga mlodych.
Zamieszkiwalo ono zbocze gory, w ktorym niewielka, gleboka jama w kamienistym
zboczu sluzyla za nore matce i jej szczenietom. Dorosle wilki byly niezmiernie
trudne do odroznienia, poniewaz wszystkie osobniki w tym
stadzie byly brazowe z wyjatkiem jednego. Wilcza matka byla biala. Odgrywala
istotna role w stadzie, a my mowilismy o niej Pearl (Perla), gdy
wymienialismy ja w notatkach.
Wilcze stado robilo polowania w gorach na owce Dall, a w dolinie rzeki na
karibu. Lowily rowniez wiewiorki ziemne i ptarmigany (arktyczne ptaszki
bardzo podobne do pardw i kurczakow).
[Dall sheep = Ovis dalli, gatunek dzikiej owcy z bialym futrem i dlugimispiralnymi rogami,
zamieszkuje gory w polnocnozachodniej czesci Ameryki Pn.]
[ptarmigany - rodzaj Lagopus, arktyczny i subarktyczny rodzaj z opierzonymi
nogami i stopami, prawdopodobnie cos z kurakow -- wyjasnienie Edyty
Goli]
Tydzien przed opowiadanymi wydarzeniami, Pearl przeniosla szczenieta w nowe
miejsce, oddalone okolo 3/4 mili na polnoc od nory. Naukowcy do tej pory
nie zdolali wytlumaczyc, z jakiego powodu wilcze matki przenosza swoje
mlode. Niektorzy sugeruja, ze szczenieta sa przenoszone z powodu
nagromadzenia sie brudu i pchel wokol nory, albo ze sa przenoszone do
miejsca bardziej niedostepnego dla drapieznikow, czy gdzies, gdzie moga
bezpieczniej, a wiec z wiekszym powodzeniem cwiczyc swoje zdolnosci lowcze.
Jaki by nie byl powod, takie przeprowadzki sa wsrod wilkow tak powszechne, ze
naukowcy nazwali takie nowe miejsca spotkan - "miejscem rendezvous". We
Francji rendezvous oznacza "spotkanie wszystkich razem", i tak wlasnie bylo
i tutaj. W ciagu nastepnego tygodnia, w miare powracania z wypraw, wilki
odkrywaly brak szczeniat w norze. Dorosle osobniki poszukiwaly tak dlugo,
az znalazly miejsce rendezvous, i potem juz tam wracaly z polowan.
Teraz spojrzyjmy razem przez moja lunete i rozpocznijmy nasze obserwacje
pewnej "Rodziny wilkow". ...
Jest ranek, tydzien po przeniesieniu szczeniat w miejsce rendezvous.
Odnotowuje, ze szczeniaki sa teraz same. Wszystkie dorosle wilki sa gdzies
na polowaniu. Odnotowuje w moim notatniku: 8 rano, dosc slonecznie, niebo
zachmurzone, slaby wiatr, temperatura 53 stopnie F (11*C). Notuje, ze szczenieta
leza cicho na otwartym skrawku ziemi pod dwumetrowymi wierzbami
(6 stop=180cm), i czekam, wraz ze szczenietami, a minuty mijaja.
Pozniej tego ranka, skanujac okoliczne gory i doline rzeki, zauwazylam
Pearl idaca szybkim krokiem w strone domu. Byla z dala od swoich malcow
wiele godzin, i byla ciezka od mleka. Szczenieta nie pijac niczego oprocz
mleka, czekaly spragnione i glodne podczas nieobecnosci rodzicow.
A to co? Pearl mija wierzby z czekajacymi na nia mlodymi, przechodzi dolem
dalej, az dochodzi do starej nory. Czy moze nie pamieta, gdzie zostawila
szczenieta? Pearl kladzie sie na piasku zwirze gorskiego zbocza, a ja
notuje jej zachowanie w notatniku, i zapisuje czas. Po kilku minutach inny
wilk spieszy w strone Pearl i kladzie sie w poblizu. Poniewaz wszystkie
wilki oprocz Pearl sa brazowe, nie jest mozliwe ustalic, ktory jest samcem,
a ktora to samica, chyba ze zdarzy sie akurat, ze oddaja mocz, a i wowczas
wiedza ta starcza tylko do chwili, az ten wilk zniknie z oczu; wowczas
ponownie znika pewnosc, ktory wilk jest ktory. Jak u psow, samice
przykucaja, a samce podnosza noge. Poniewaz nie wiem, czy przybyly wilk to
samiec czy samica, odnotuje w notatniku okreslenie opiekun (baby-sitter).
[polski przeklad niestety bedzie mial rodzajnik, bo odpowiednk baby-sitter
to opiekun]
Pearl i wilk opiekun leza przez jakies 10 minut, kilkadziesiat centymetrow
od siebie (kilka stop). Nie obserwuje zadnego dzwieku, ruchu ciala, ale
patrza na siebie. Jak sie komunikuja? Czy Pearl daje wskazowke "idz do
szczeniat i przyprowadz je do mnie".? Ona nie wypowiada tych slow, ale
wlasnie to opiekun bedzie staral sie zrobic.
Wilczy opiekun podnosi sie, przemierza 1/4 mili wolno na polnoc miedzy
niskimi, rozlozystymi wierzbami, 1/4 mili przez strome, osypujace sie,
twarde skaly i kamienie zwane piargiem, i 1/4 mili gestych dwumetrowyc
wierzb. Po dotarciu do szczeniat jest witany z dzikim entuzjazmem. (No
dobrze, macie racje, nie wiem, czy to dziki entuzjazm. Naukowcy zalecaja
ostroznosc w przypisywaniu ludzkich emocji zachowaniom dzikich zwierzat. A
wiec pozwolcie sobie opowiedziec, co robia szczenieta, i sami
zadecydujcie.) Szczenieta biegna w strone wilka opiekuna, ich ogony merdaja
tak bardzo, ze ich biodra sie poruszaja. Ich biodra chwieja sie tak
zamaszyscie, ze ramiona sie kolysza. Ramiona tak sie kolysza, ze glowa
macha na boki, a ich glowa tak macha na boki, ze nosy merdaja.
Dorosle wilki nie maja rak ani plecakow, w ktorych by nosily jedzenie dla
szczeniat, wiec po szczesliwie zakonczonym polowaniu, dorosli przynosza do
domu kawalki miesa we wlasnych zoladkach. Szczenieta dowodza swojego glodu
podskakiwaniem i ciagnieciem za fafle (gorne wargi wzdluz ich brzegow) przy
pomocy swoich ostrych zabkow. Im sa glodniejsze, tym mocniej gryza i
ciagna. Jesli dorosly jadl ostatnio, to szczeniece podskakiwanie i
ciagniecie prowokuje do zwymiotowania uprzednio spozytego posilku prosto na
ziemie przed szczenieta, do zjedzenia.
W czasie obserwacji szczenieta rzucily sie w podskokach w strone pyska
opiekuna, i wszystkie cztery ciagnely energicznie ostrymi zabkami za wargi
doroslego wilka. W chwilach przerwy podskakiwaly w przod i w tyl, gora dol,
i obiegaly dokola nowoprzybylego wilka z wysokim poszczekiwaniem. Po kilku
minutach szczeniaki zdaly sobie sprawe, ze wilk opiekun nie ma dla nich
jedzenia i uspokoily sie.
Po kolejnych 5 minutach przebywania ze szczenietami, wilk opiekun (czy
pamieta, ze ma prace do wykonania?) odchodzi do nory, przez wysokie
wierzby, droga przez piargi i w poprzek niskich wierzb. Gdy wraca do Pearl,
odwraca sie za siebie. Gdyby byl czlowiekiem, zakladam sie, ze zrobilby
gest: "Prosze, oto przyprowadzilem Twoje szczenieta". Ale szczeniat tam nie ma.
Gdy wilcze szczenieta byly juz na tyle duze, ze mogly zostawac same, Pearl
zaczela przylaczac sie do innych doroslych, ktorzy polowali. Zanim
zostawila szczenieta po raz pierwszy, nauczyla je kiedy maja podazac za
nia, a kiedy zostawac w poblizu nory: jesli szla powoli - z predkoscia, do
jakiej mogly sie dostosowac krotkie nozki szczeniakow - szczeniaki jej
towarzyszyly; ale jesli odchodzila z predkoscia, jaka chodzi dorosly wilk,
one zostawaly, gdzie byly i czekaly na jej powrot.
Dobrze nauczone szczenieta wiedzialy, ze nie trzeba isc za doroslym, ktory
idzie normalnym tempem doroslych, a wiec nie podazyly za wilczym opiekunem.
Dalej czekaly w miejscu rendezvous. Wilk opiekun polozyl sie w poblizu Pearl.
Czy te dwa wilki znowu wymienily jakis komunikat? Wydaje sie, ze Pearl
wskazala cos, poniewaz wkrotce wilk opiekun wstal i odszedl w strone
szczeniat, przez niskie wierzby, piarg i wysokie wierzby. Gdy dotarl do
miejsca gdzie szczenieta oczekiwaly, znowu go obsiadly, merdajac calymi
cialami od ogona do nosa, i ciagnac energicznie za wargi doroslego. Ale nadal
nie dostaly jedzenia, a wilk opiekun wkrotce opuscil je ponownie idac w
strone nory.
Tym razem opiekun zrobil tylko kilka krokow, zatrzymal sie i spojrzal w
strone szczeniat. Szczenieta podbiegly do doroslego, i opiekun wilk ruszyl
znowu. Wciaz i wciaz, opiekun wilk robil kilka krokow i czekal az
szczenieta sie do niego przylacza. Ich podroz z tym zatrzymywaniem trwala
wieksza czesc drogi przez wysokie wierzby. Ale pozniej opiekun juz sie
wiecej nie zatrzymal, by dac szanse szczeniakom na dogonienie go (czy
sadzil, ze juz teraz podaza za nim automatycznie?). Jaki by nie byl powod,
opiekun wilk przeszedl reszte drogi przez wysokie wierzby, zbocze piargow i
niskie wierzby. Gdy dotarl do Pearl, za tym drugim razem znowu obejrzal sie
za siebie (tym razem tez mi sie wydawalo jakby mowil: "teraz masz juz swoje
szczenieta"), ale szczeniat nadal tam nie bylo. Opiekun wilk polozyl sie w
poblizu Pearl.
Czy te dwa wilki znowu sie porozumiewaly ze soba? Wkrotce wilk opiekun
wstal i odszedl na polnoc. Tym razem, gdy szczenieta zobaczyly, ze
nadchodzi, nie byly juz tak wylewne, machaly tylko ogonami do wysokosci
bioder, i mniej nachalnie podskakiwaly wokol pyska doroslego wilka.
Ponownie wilk opiekun pozostal kilka minut z wilczkami, i ruszyl na
poludnie w strone nory. Ale tym razem sprobowal nowej techniki (czy Pearl
jakos przypomniala mu o chodzeniu wolno, czy sam do tego doszedl?). W miare
oddalania sie od szczeniat, opiekun zwolnil krok, p-o-w-o-l-i podnosil
jedna lape, potem p-o-w-o-l-i stawial ja na ziemi, zanim p-o-w-o-l-i
podniosl kolejna lape. W tym slimaczym tempie wedrowal cala droge przez
wierzby. Szczenieta patrzyly na to przedstawienie wzrokiem, jaki bym u
czlowieka nazwala "pytajacym", ale przeszly za doroslym wilkiem cala droge
przez wysokie wierzby.
Do tej pory szlo dobrze. Ale gdy szczenieta dotarly do piargu, odmowily
podazania za wilkiem opiekunem po ostrych i chwiejnych kamieniach. Opiekun
wilk zauwazyl, ze juz mu dluzej nie towarzysza. Sam juz przebywszy czesc
drogi przez piarg, odwrocil sie przodem do szczeniakow, obnizyl na
przednich lapach, uniosl zad, pomachal ogonem i podskoczyl w gore i w dol,
wciaz na wyciagnietych do przodu przednich lapach, poszczekujac wysoko.
Odnioslam wrazenie, ze wilk opiekun wyraznie mowi "No dalej. Za mna. Dacie
rade."
Ale mimo staran, wilk opiekun nie byl w stanie zwabic zadnego ze
szczeniakow na piarg. W koncu zawrocil do szczeniat, na skraj kamieni.
Do tej pory wilk opiekun nauczyl sie calkiem sporo na temat pracy z wilcza
latorosla. Odkryl w jakich okolicznosciach zostaja, gdy odchodzil, i co
zrobic, by szly za nim, gdy odchodzil. Ale tu stanal wobec nierozwiazanego
problemu i zatrzymal sie. Wydawalo mi sie, ze obmysla sposoby, jakie
nalezaloby wyprobowac, by sprowadzic wilczki do domu.
No i teraz opiekun probuje popychania. Staje za szczeniakiem, obniza leb, i
delikatnie podpycha szczeniaka od zadu, wpychajac go na kamienie. Ale
szczeniak nie czuje sie pewnie na nierownej powierzchni, piszczy, i ucieka
do tylu, w strone innych wilkow. Popychanie nie sprawdza sie. Opiekun wilk
przerywa znowu. Czy rozmysla o innych sposobach? Nastepnie wilk opiekun
probuje noszenia. Odwraca sie od kamienistego zbocza, podnosi szczenie za
skore na karku i wraca w strone kamieni, by przeniesc szczenie. Gdy tak
niesie, machajac, zadnia czesc szczeniecia uderza twardo o ostre kamienie.
Szczenie piszczy. Opiekun wilk otwiera pysk i wypuszcza szczenie, szczenie
ucieka ze zbocza i skrywa sie za wilkami. Noszenie nie jest rozwiazaniem.
Wyglada na to, ze wilkowi opiekunowi skonczyly sie pomysly. Zawraca w
strone przeswitu w wysokich wierzbach, a za nim szczeniaki. Nie wymyslil
jeszcze, jak przetransportowac mlode wilczki przez piarg, ale w czasie
marszu w strone wierzb, udowadnia, ze nauczyl sie, w jakim tempie trzeba
maszerowac, gdy sie idzie z mlodymi wilczkami. Piec wilkow lezy w
przeswicie, a po odnotowaniu wszystkiego w notatniku, czekam, co wilk
opiekun zrobi dalej.
Nie musze czekac dluzej niz 5 minut, aby wik opiekun wstal. Wolnym krokiem
(teraz dokladnie w tempie dostosowanym do mozliwosci malych wilkow) daje
znac szczenietom, by szly za nim. Wszystkie podazaja przez wysokie wierzby,
i znowu zatrzymuja sie na skraju piargu. Wilk opiekun robi kilka krokow po
kamieniach, a szczenieta zbite w grupe czekaja na ubitej ziemi. I jak
poprzednio, opiekun wilk odwraca sie w strone szczeniat pyskiem, obniza sie
na przednich lapach, unosi w gore zad, macha ogonem i podskakuje, gora,
dol, na wyciagnietych w przod przednich lapach, poszczekujac. Podskakuje i
poszczekuje znowu i znowu, robi to coraz energiczniej, skacze coraz wyzej i
coraz glosniej poszczekuje. Skacze tak i poszczekuje przez minute lub dluzej.
W koncu jedno ze szczeniat wchodzi na kamienie. Dorosly wilk zachowuje sie
jeszcze bardziej hasliwie i z wieksza energia skacze, i cofa sie powoli,
oddalajac sie od szczeniat, wciaz skaczac i szczekajac. Szczeniak robi
kolejny niepewny krok, wydaje sie bez klopotu, i dalej bardzo powoli
wybiera trase przejscia przez ostre, chwiejace sie kamienie w strone wilka
opiekuna. Teraz drugie szczenie wchodzi na kamienisty obszar. Traci
rownowage, waha sie miedzy dwoma kamieniami, ale decyduje sam i rusza
powoli dalej naprzod. Wilk opiekun cofa sie w strone nory, wciaz z ogromna
energia. Trzecie szczenie podaza za pierwsza dwojka na piarg. Juz rzadek
wilkow przemierza kamienisty odcinek - wilk opiekun poruszajac sie w tyl,
wciaz skaczac i poszczekujac, i trojka drobnych szczeniat oddalonych od
siebie i powoli wybierajacych wlasna droge przez kamieniste zbocze. Gdy
wilk opiekun dociera do konca kamieni, cofa sie nadal tylem i z prowadzi
szczenieta bez trudu przez niskie wierzby. Gdy tylko mlode wilczki
dostrzegaja matke lezaca na zwirze, spieszac sie mijaja wilka opiekuna,
klada sie przy matce i zaczynaja ssac. Wilk opiekun podaza za nimi, tez
kladzie sie obok Pearl i jedzacych szczeniat.
Ja z podniecenia podskakuje w gore i w dol. Wilk opiekun wykonal wiele
prob, posiadl nowe umiejetnosci w miare ich wykonywania i w koncu udalo mu
sie przyprowadzic trzy szczeniaki do ich matki.
Ale jedno ze szczeniat nigdy nie znalazlo w sobie dosc odwagi, by pojsc za
reszta przez kanieniste zbocze. Wrocilo w przeswit wysokich wierzb, tam
polozylo sie spokojnie w cieniu wierzb. To szczenie nigdy wczesniej nie
bylo samo. Zawsze mialo kolo siebie przynajmniej swoich braci i siostry.
Notuje w moim notatniku, ze wyglada na przestraszone i samotne.
Czy wilki umieja liczyc? Czy Pearl i wilk opiekun wiedza, ze zaginelo im
jedno szczenie? Czy Pearl pojdzie po ostatnie szczenie, teraz, gdy wilk
opiekun przyprowadzil wiekszosc jej dzieci?
Znowu w jakis sposob dorosle wilki wymieniaja miedzy soba komunikacje. Wilk
opiekun wydaje sie wiedziec, ze powinien wrocic i przyprowadzic ostatnie
szczenie, poniewaz wilk opiekun wstaje, przemierza niskie wierzby, piarg i
wysokie wierzby, i znajduje zagubione szczenie w przeswicie wierzb. Gdy
wilk opiekun przybywa, szczenie biega wokol niego, merda cale, od ogona do
nosa, i podskakuje dokola wilka opiekuna. Po kilku minutach pobytu ze
szczeniakiem, wilk opiekun odchodzi powoli w strone kamienistego odcinka, a
za nim szczenie. Wilk opiekun robi kilka krokow przez kamienie, a szczenie
czeka na ziemi w poblizu. I jak poprzednio, opiekun wilk odwraca sie
pyskiem w strone szczeniaka, obniza sie na przednich lapach, unosi zad,
macha ogonem, podskakuje na wyciagnietych przednich lapach i poszczekuje.
Podskakuje i poszczekuje, wciaz i wciaz, stopniowo dodajac energie do
skokow i glosnosc do szczekow. Podskakuje tak przez minute i dluzej. Ale
szczenie w ogole nie probuje wejsc na kamienie.
Z opuszczona glowa, wilk opiekun poddaje sie i wraca przez wierzby ze
szczeniakiem. Oba wilki klada sie, w pewnym oddaleniu od siebie. Leza tak
okolo 15 minut. Do tej pory to najdluzszy odcinek czasu, jaki wilk opiekun
spedzil miedzy wierzbami w czasie swoich prob sprowadzenia szczeniat do
domu. Czy wilk opiekun zrezygnowal? Czy wymysla nowe sposoby, jak
dotransportowac szczeniaka do Pearl? A moze ma nadzieje na przyjscie Pearl
i zabrania szczeniaka przez nia? Co Ty bys zrobil na miejscu wilka
opiekuna? Och, popatrzcie, wilk opiekun podnosi sie, wolno odchodzi przez
wierzby i obwachuje ziemie. Dorosly wydaje sie chodzic bez celu. Szczenie
obserwuje go, wciaz lezac.
Pomiedzy wierzbami lezy porozrzucanych kilka kawalkow kosci i rogow, ktore
wilki przynosily do miejsca rendezvous przez ostatni tydzien. Opiekun wilk
chwyta w zeby za koniec jednej z kosci z nogi karibu. Potrzasa koscia,
prezentuje, i cicho warczy. Wyglada to (dla mnie) jak psiak bawiacy sie w
zabawe w przeciaganie przy pomocy kosci.
Tak to tez wyglada dla szczeniecia, ktore podnosi sie, chwyta za drugi
koniec kosci, stara sie ciagnac i wyszarpnac ja od doroslego. Oba wilki
bawia sie w ten sposob kilka minut, powarkujac i potrzasajac koscia.
Starszy wilk, jako wiekszy, dawal rade ciagnac za soba wilczka, przesuwajac
sie do tylu, ciagnal szczenie w lewo, w prawo, w gore i w dol w obszarze
przeswitu i przez wierzby. Z wolna stawalo sie dla mnie jasne, choc wilki
poruszaly sie w kazdym z czterech kierunkow, i wydawalo sie, poruszaly sie
przypadkowo, ale wilk opiekun powoli przesuwal sie w strone poludniowa (w
strone kamienistego odcinka) bardziej niz w inne strony.
Czasem w czasie zabawy, szczeniak puszcza kosc, odskakuje do tylu i za
chwile skacze w przod, by porwac kosc znowu. Gdy nasze dwa wilki znalazly
sie w polowie drogi do piargu, wilk opiekun zmienil zasady gry. Teraz
przesuwal sie glownie na poludnie. Ale co wazniejsze, gdy szczeniak skakal
do przodu po kosc, wilk opiekun podnosil glowe na co najmniej minute, i
kosc pozostawala poza zasiegiem szczeniaka. Mlody wilk wpatrywal sie w kosc
i podkakiwal znowu. I znowu wilk opiekun unosil kosc do gory i zabieral ja w
ostatniej chwili. Szczeniak nie dawal rady dosiegnac kosci. Wiedzial, ze
dawal rade wczesniej. A wiec pewnie moze ja dostac znowu? Przez caly ten
czas wilk opiekun powoli cofal sie w strone piargu. Szczeniak podskakuje
nieustannie, z oczami utkwionymi w kosci. Wilk opiekun potrzasa koscia tuz
przed nosem szczeniaka, powarkuje cicho, ale za kazdym razem, gdy szczenie
podskakuje, opiekun zabiera kosc poza jego zasieg, do gory.
Szczenie patrzy i zachowujesie jak zupelnie zahipnotyzowane koscia. Nie zauwaza,
ze opiekun wilk powoli zmierza w strone kamienistego zbocza. Cala jego
uwaga skoncentrowana jest w gorze, tam gdzie jest kosc, ktorej nie moze
zlapac. W ten sposob opiekun prowadzi szczenie przez kamieniste zbocze,
potem przez niskie wierzby, a szczenie caly czas jest wpatrzone w kosc. Gdy
szczenie znajduje sie na tyle blisko, by zauwazyc Pearl, porzuca kosc i
spieszy do matki, by spoczac u jej boku i z energia zaczac ssac. Wilk
opiekun macha ogonem i kladzie sie w poblizu.
Jestem wstrzasnieta. Pearl byla przekonana, ze moze zaufac wilkowi
opiekunowi, ze mu sie uda. W ciagu tych dwoch godzin, jakie zabralo
przyprowadzenie szczeniat do domu, nie wtracila sie w zaden sposob. No i
czulam sie oszolomiona przez wilka opiekuna. Ani razu sie nie poddal.
Pozostal skoncentrowany na zadaniu, i pokonal jedna trudnosc za druga. Uzyl
nawet specyficznego narzedzia do zabawiania, by doprowadzic szczenie
bezpiecznie do domu. Ten podglad zachowan wilczej rodziny nauczyl mnie
bardzo wiele, jesli chodzi o interakcje miedzy wilkami i o tym, jak
rozwiazuja swoje problemy. Mnie tez dal lekcje, jak ulepszyc moje zdolnosci
pedagogiczne jako rodzica.
September 12, 2008
|